• Wpisów:20
  • Średnio co: 63 dni
  • Ostatni wpis:3 lata temu, 09:59
  • Licznik odwiedzin:2 524 / 1327 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
adolinowa
 
psychotropy
 
Co tam u was? Dawno nie pisałyście :c
Odezwijcie się !!!
 

 
Przepraszamy, że tak długo nie pisałyśmy... Ostatni wpis był ponad miesiąc temu... o matko. Powinnam się lepiej zajmować tym blogiem. Julka jest teraz na przepustce, jej prababcia zmarła. Przykra historia. Sądzę, że nie będę wam tu o tym opowiadała, to przecież jej sprawa, a poza tym nie czuję się upoważniona żeby to robić. Myślę, że ona sama wam o tym opowie. Poza tą tragedią nie wydarzyło się nic co mogło by zwrócić waszą uwagę. Absolutnie nic. Był to jeden z tych sennych, dłużących się okresów... Wynudziłam się. Najciekawszą rzeczą jaką zrobiłam w tym miesiącu, było obserwowanie jak ścinali drzewo w naszym parku. Przeczytałam też książkę "Papierowe Miasta", którą przywiozła mi mama dwa dni temu. Myślę, że jest godna polecenia. Z moim zdrowiem nadal bez zmian. Nikt nowy nie przyjechał do szpitala, a ta krzycząca dziewczyna, Magda, nadal nie wyszła z izolatki. To śmieszne, że tak się jej bałam, teraz jej wrzaski obchodzą mnie tyle, co zeszłoroczny śnieg. Olga od kilku dni opowiada mi o Januszu, który powiesił się za sklepem i nasiąkł wodą jak gąbka. Brzmi bez sensu, ale dokładnie tak mówi. To dość przerażające, ale Olga ma skłonności do wymyślania różnych bzdur, więc nie bardzo się tym przejmuję. Krystian właśnie zagląda mi przez ramię, chce wejść na komputer. Muszę już kończyć pisać. Mam u niego dług wdzięczności, pomógł mi sprzątać pokój, kiedy Ala zrobiła syf.
Może chcielibyście poczytać o czymś szczególnym w następnym poście? Macie jakieś pytania?
Tamara
  • awatar Wariatka-Psychopatka :3: Jak tam u was? Okres szkoły się zaczął? Macie czas na pisanie? Odezwiecie się jeszcze?
  • awatar Uniqe: Współczuje :( to pewnie nie nudzisz sie z ta Olgą. Ciekawa opowieść o Janusz. Ciekawa czy wysana z palca...
  • awatar ๒เק๏lคг lค๔у: Miałam pytać o wakacje, ale widzę, że raczej niczego ciekawego Wam nie organizują, skoro tak się wynudziłaś. To może w takim razie coś o szkole, jak wygląda nauka w szpitalu i czy podoba Wam się bardziej niż tradycyjna;) I może czy jest coś w rodzaju nauki zawodu jak w technikum czy tylko zwykłe przedmioty. Bo nieraz się zastanawiam, jakbym poszła do szpitala to czy mogłabym się tam czegoś uczyć jako osoba, która maturę ma już za sobą;) Trzymaj się cieplutko, przesyłam też duchowe wsparcie dla Julki ;*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Z tej strony Tamara. No... nie wiem jak zacząć. Myślałam, że mam już ułożony w głowie tekst, a tu tak pusto się zrobiło. Improwizuję. Wczoraj przeczytałam książkę "Gwiazd naszych wina" i strasznie płakałam, aż pielęgniarki myślały, że coś się stało. Haha. Jeśli chodzi o moje zdrowie to jadę na lekach, bez nich od razu mi odbija, czyli nic nowego. Boję się, że nigdy nie będę mogła przestać ich brać. Wiecie, to dosyć przygnębiająca wizja. Tak całe życie nie móc założyć rodziny i w ogóle... Bo w sumie kto będzie chciał taką chorą psychicznie laskę, jaką jestem? Gdybym nie brała leków, to może mogłabym to jakoś ukryć, a tak? No nie ważne. Nie będę teraz wymyślać, bo popadnę w paranoję. Julka już chyba wspominała, że Krystian znowu nie chce jeść. Martwiłam się, że to z naszego powodu, bo tak narzekałyśmy, że on jedzie i nas zostawia, ale powiedział, że to nie o to chodzi. On po prostu ostatnio zaczął po każdym posiłku... no wiecie... wkładać palec do gardła. Wymiotować. Okrzyczałam go za to. Teraz mówi, że woli nie jeść niż robić to, co robił przez kilka ostatnich tygodni. Ja nie wiem jak oni (w sensie opiekunowie i lekarze) mogli tego nie zauważyć... Za bardzo skupiają się ostatnio na nowej lasce z izolatki. Czasami w nocy słyszę jak krzyczy i drapie ściany, bo mamy pokój prawie tuż pod nią. No pokój dalej. Ale prawie pod nią. Wiecie, przyzwyczaiłam się już do nocnych krzyków, bo tutaj to normalka, ale ona.. chyba nigdy nie chodzi spać. Kładę się- dudnienie, drapanie, krzyki; wstaję - dudnienie, drapanie, krzyki; wracam z obiadu - to samo. No ja się jej boję!!! Co chwila słyszę jak pielęgniarki o niej gadają. Ba, już nawet pacjenci o niej gadają. Wiem, że nie powinnam tak mówić, ale lepiej żeby ją stąd zabrali. Wczoraj śniło mi się, że obdarła mnie ze skóry i rano nie mogłam się przez ten sen pozbierać. Musieli mi dać cipramil, a ja po nim mam straszną sraczkę. Ostatnio ktoś pytał jakie leki biorę. No więc ja chlorprotixen i clopixol, na zamianę, żeby nie przyzwyczajać organizmu do ich działania. Wiecie, bo jak organizm się uodporni to kaput i nie działają tabletki, a jak nie działają... to nie chcecie wiedzieć co się dzieje. Wracając do dziewczyny-z-izolatki... boję się jej okropnie. Przychodziło do nas mnóstwo strasznych pacjentów, ale ona jest jak postać z horroru. To znaczy nigdy nie widziałam jej na oczy, ale wyobrażam sobie, że ma takie długie czarne włosy i że nie mruga. W mojej głowie jest też wychudzona i ślina jej cieknie z ust.. i się rzuca tak na wszystkie strony. I ma taki uśmiech obłąkanego na ustach. Brr. Jak o tym piszę to przechodzą mnie dreszcze. Wiem, że nie powinnam mieć takiego zdania o niej, bo sama nie jestem lepsza i też byłam w izolatce i gryzłam lekarzy po rękach, ale jakoś nie potrafię się powstrzymać. Teraz mi głupio, że tak o niej myślę. Powinnam ją poznać... Tylko, że ja się nawet boję o niej myśleć! No dobrze. Zejdźmy na przyjemniejsze tematy. Kupili nam nowy telewizor. LED! Wisi na ścianie! Jest super. Dziś oglądaliśmy na nim pielęgniarki na polsacie i wszystkie kolory były takie realistyczne! Tamten poprzedni wywalił taki Jacek. Nie wiem dlaczego to zrobił. Po prostu siedzimy sobie, a tu nagle TRACH! Telewizor leży pod ścianą, a ten Jacek na nim. Dobrze, że go prąd nie poraził, czy coś. Była niezła zadyma, ale takie rzeczy już się zdarzały. No i dzięki Jackowi mamy ten nowy. Przy was wszystkich pragnę podziękować mu za ten czyn, bo poświecił swoją głowę (którą rozbił), dla SamsungaUE50H-i-coś-dalej. Dzięki!
Ps. Straszna dziewczyna-z-izolatki nazywa się Magda. Nie jest to zbyt straszne imię.
Pps. Pozdrawiam wszystkim którzy dotrwali do końca - tradycyjnie ^^
Tamara
  • awatar Wariatka-Psychopatka :3: Lubie twoje długie posty :) Nie są tak okropne jak ci się zdaje
  • awatar moon child: Ja też lubię czytać długie posty, zwłaszcza, gdy są waszego autorstwa! Co tak długo nie piszecie? Ten blog jest bardzo ciekawy i szkoda byłoby go zostawić...
  • awatar mojaperfekcja: wasze posty są świetne, więc im dłuższe, tym lepsze ...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Hejo Podoba wam się nowy wygląd bloga? Trochę z Tamarą pokombinowałyśmy i proszę! Jest troszkę mroczniej ale bardzo podoba mi się kursor ♥. Piszcie jak wam podoba się nowy wygląd i co byście zmienili. Jesteśmy otwarte na sugestie.
W sumie, ostatnio w szpitalu nie dzieje się nic ciekawego... No, bo nie będę wam przecież pisać co było na obiad. Mogła bym pisać co u Kaśki, bo ostatnio jest jakaś miła. Tamara też zauważyła różnicę. Oczywiście nie jest super przyjacielska czy coś ale powiedziała bym, że jest mniej natrętna i dokuczliwa. Wcześniej, kiedy przechodziłyśmy koło siebie np. na korytarzu to rzucała jakieś teksty w stylu :"No, jak idziesz" albo "zejdź mi z drogi debilu" a teraz nic. Po prostu przechodzi. Zastanawiam się co jej jest. Bo to na prawdę nie w jej stylu. AAA!!! I mam wspaniałe wieści! Krystian znów nie chce jeść! I to samo w sobie jest bardzo złe ale zostanie na dłużej w ośrodku!!! Ja i Tamara sikamy ze szczęścia! Nasza przyjaźń się nie rozpadnie. A i tak myślę, że jeżeli Krystian będzie w szpitalu to nie umrze. To ośrodek prywatny, więc dbają tu o nas jak o własne dzieci.
Dobra, będę kończyć. Ne mam o czym więcej pisać... A wy pamiętajcie, że możecie wysłać nam wiadomość, dodać komentarz lub polubić post. //Juleczka
Ps. A tu taki kotek ;3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Kochani!
Dziś tylko krótki post w którym przepraszamy za nie pisanie na bierząco. Nie długo coś się pojawi.
*INFORMACJA DNIA*
Tamara założyła bloga, na którym możecie (anonimowo) zadawać pytania tylko jej.
adres to: http://tamarinus.tumblr.com
a hasło wstępu: marionetka
pytania zadajemy zakładce message.
Tamara dodała tam swoje zdjęcia, więc jeśli chcecie zobaczyć jej twarz to serdecznie zapraszamy.//Wasze Jula i Tamara
 

 
No cześć, tu Tamara.
Jak Julka już mówiła do naszego pokoju przydzielono Alę. A ja ni cholery nie wiem za jakie grzechy! Niby ją lubię, ale do kurwy nędzy jest nieznośna. Bałagani, chrapie i rozwala te swoje książki po całym pokoju. Chcę z powrotem nasz słodki, spokojny pokoik! Przepraszam za te przekleństwa, ale jestem naprawdę zdenerwowana. Nasz nowy dyrektor pan G. (Grzegorz) nie jest jakiś specjalnie zły... jest nawet miły, ale robi za dużo zmian. Gwałtownych zmian. A ja właśnie takich nie lubię najbardziej. Pan Sebastian powiedział, że Pan G. przydzielił mu do pokoju Szczynę. Na początku nie wiedziałyśmy z Julką o co chodzi, ale teraz dowiedziałyśmy się, że chodziło mu o jedną z ćpunek - Krystynę, która na głodzie sika pod siebie. Jak można się spodziewać Pan Sebastian nie jest zachwycony. Jak tak na to patrzę, to cieszę się, że Ala jednak nie jest Krystyną i nie sika na łóżko, bo wtedy było by jeszcze gorzej niż jest. I śmierdziałoby.
Dziś rozmawiałam z Krystianem. Ostatnio rozmawiam z nim co raz częściej, bo przecież prawdopodobnie niedługo wyjdzie. A ja bardzo chcę żeby do nas dzwonił później i ogólnie żeby nas zapamiętał. Bo wiecie, kontakty ze znajomymi po wyjściu ze szpitala zwykle się urywają. Mam nadzieję, że tym razem tak nie będzie. No więc dziś zapytałam go... nie wiem co mnie podkusiło... jak wygląda gejowski seks. Oczywiście mam jako takie pojęcie, ale dajcie spokój... miałam 14 lat kiedy tutaj trafiłam. Nie wiem wszystkiego. No i przez to pytanie poznałam całe jego życie erotyczne. Które jest bardzo bogate, bo on przecież ma jedynie 17 LAT i do tego mieszkamy w Polsce, a nie w jakiejś Ameryce!!!!!!!! Nie będę wam tu go opisywać, bo to jego prywatna sprawa (chociaż opowiadał mi o wszystkim z lekkością, jakby mówił o pogodzie, a nie o sypianiu z sąsiadem) ano i musiałabym oznaczyć tego bloga jako 18+ a tego nie chcę.
Jeśli chodzi o moje zdrowie to po staremu, nic nowego. Nie jest ani lepiej, ani gorzej... wszystko w normie. Dziś dostałam paczkę z domu, chyba z okazji dnia dziecka. Moja matka zawsze lubiła wyrzucać pieniądze w błoto, więc dlaczego miałaby nie skorzystać z okazji i nie kupić mi jakichś nowych koszulek i bluzek, które i tak się do niczego nie przydadzą. Jestem w szpitalu psychiatrycznym, a nie na pokazie mody! I tak prawie cały czas chodzę w workowatych koszulkach z logo Uniwersytetu Jagiellońskiego, które dała mi kuzynka. Dostałam też kilka ślicznych rysunków Zuzi, więc od razu powiesiłam je nad łóżkiem. Rozpłakałam się, bo bardzo tęsknie za moim rodzeństwem. Jeśli chodzi o mnie i Julkę to nadal jesteśmy smutne z powodu tego, że Krystian zdrowieje. Miałam potworne wyrzuty sumienia z tego powodu, bo przecież powinnyśmy się cieszyć z jego szczęścia. Olga też jest w jakiś sposób smutna, bo jej rodzice będą mieli kolejne dziecko. Olga mówi, że teraz to już kompletnie nie będą na nią zwracać uwagi. Bo wiecie, Matka Olgi to jej nawet nie odwiedza i podobno już wcześniej traktowała ją jak powietrze. Uważam, że jest złą kobietą. Moja mama to mi zawsze pomagała. No starała się. Wiem, że było jej bardzo ciężko. Dzięki tej sprawie z matką Olgi zrozumiałam, że moi rodzice są bardzo dobrymi rodzicami. Oni po prostu nie wiedzieli jak sobie poradzić z tą nową sytuacją.
Teraz idę do dziewczyn! Paaa!
Tamara
Och, i zapomniałabym: postaramy się pisać częściej
  • awatar ❀ STOCKHOLM SYNDROME ❀: Nie wierzę, że tak późno znalazłam waszego bloga. Jest pełen krótkich historii z życia codziennego, ale też niezwykłych pełnych emocji wspomnień, które pozwoliły mi zrozumieć waszą chorobę. Jesteście cudowne. Powodzenia!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
I znowu, muszę przepraszać za to że nikt tu nic nie pisał. No, więc sorki. Ale chcę już przejść do wpisu. W naszym szpitalu, kilka dni temu na emeryturę odeszła dyrektorka. Na jej miejsce przyszedł nowy dyrektor, pan Grzegorz. Nie jest on tak miły, jak pani Celina... Wraz z jego przyjściem, zmieniły się też zasady panujące w naszym szpitalu... Na gorsze. Teraz do naszego pokoju przydzielono Alę... Okazało się że chrapie co strasznie przeszkadza w nocy. Zwłaszcza nam. Prosiłyśmy pana Grzegorza żeby dał nam do pokoju Krystiana, chcemy spędzić z nim ten czas,którego z resztą zostało już nie wiele...Jednak nowy dyro oczywiście się nie zgodził cytuję "To dwie różne choroby, w dodatku nawet o nie podobnych symptomach, więc NIE." Bardzo nam przykro. Nawet nie wiecie jaki Krystian jest sympatyczny. Z czystym sumieniem mogę powiedzieć że to mój bardzo dobry przyjaciel tak jak i Tamary. Krystian mówi, że nawet jeśli wyjdzie to utrzymamy stały kontakt, lecz w moim dzieciństwie przekonałam się, że tak nigdy niema. Nasz kontakt na pewno się osłabi... Podczas kiedy on zdrowieje ja i Tamara jesteśmy coraz bardziej przybite...
Jakiś tydzień temu przyszedł do Olgi jej tata i oznajmił, że będzie mała rodzeństwo, dla tego Olga też jest cały czas smutna. I chodzimy tak we trzy, smutne. Jednak ja na jej miejscu cieszyła bym się, lecz w sumie to będzie już ich czwarte dziecko więc Olga może mieć dosyć.

Tamara mnie woła na kolację. Muszę kończyć. Na pewno nie długo któraś z nas coś napiszę. Jeśli chcecie się z nami skontaktować, to piszcie do nas wiadomości. Bardzo chętnie odpiszemy ;3 Więc ja idę na kolację, wy stukajcie do nas wiadomości i życzcie mi smacznego papatki ///Wasza Jula
  • awatar doll sessions: Domyślam się jaka wasza przyjaźń musi być dla was ważna - pomaga wam przetrwać. Chętnie bym z wami popisała, jeśli tylko nie zniechęcicie się do mnie, ponieważ mój blog jest (jak sama nazwa mówi) o lalkach. Sama niedawno miałam depresję. Więc jak macie GG to może pogadamy? ;)
  • awatar ๒เק๏lคг lค๔у: W tej chwili mój stan odbiega od normy, ale można powiedzieć, że jest stabilny. Z początkiem czerwca wybieram się do nowego psychiatry(z racji miejsca zamieszkania) i myślę, że spotkanie będzie wciąż pod znakiem diagnozowania, gdyż powiedziano mi wcześniej, że moje zaburzenia są nadal w "fazie rozwojowej". To nagadałam się o sobie;) Wybaczcie. Podoba mi się Wasza przyjaźń, to jest piękne, że macie siebie nawzajem w ciężkich chwilach i Wasze szare dni tam nabierają kolorów. Czasem piszę coś u siebie, jednak ciężko mi opisywać wnętrze, więc są to głównie wiersze. Przepraszam za moją wylewność, zawsze szukam kontaktu z osobami zmagającymi się z różnymi chorobami, po prostu lepiej się z nimi rozumiem. Czekam z niecierpliwością na dalsze wpisy:) Trzymajcie się ;*
  • awatar ๒เק๏lคг lค๔у: Skierowanie do szpitala. Później doszły elementy paranoiczne jak np. głosy czy przekonanie o byciu obserwowaną. Leczona byłam nadal głównie pod kątem depresji. Zawalałam szkołę koncertowo, ale w końcu jakoś udało mi się ją skończyć. Z kolejnego skierowania nie skorzystałam. Gdy wyprowadziłam się z domu, sporo się zmieniło w moim życiu, sądziłam, że jestem już zdrowa. Kilka miesięcy obezwładniającego szczęścia okazało się później epizodem hipomanii. Tak więc zmiana diagnozy na chorobę afektywną dwubiegunową. W tymże okresie strzeliło mi do głowy, by odstawić leki na własną rękę. Zakończyło się to niemal całkowitym rozpadem ego, głęboką psychozą oraz kolejnym epizodem depresji. Były dwa skierowania - przy pierwszym nie miałam świadomości, co się wokół mnie dzieje, przy drugim nie wyraziłam zgody. Ostatecznie powróciłam do leczenia ambulatoryjnego z zapisem : choroba afektywna dwubiegunowa z zaburzeniami psychotycznymi.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Prawie popełniłam samobójstwo.
W poprzednim wpisie Jula nie napisała wam wszystkiego, sama jej nie pozwoliłam. Długo wahałam się czy w ogóle o tym pisać.
Krótko po świętach, kiedy wróciłyśmy do kliniki prawie umarłam. Dokładniej - prawie się utopiłam. Pamiętam dobrze jak to wszystko wyglądało, ale... jakoś nie wiem czemu to zrobiłam. Czemu CHCIAŁAM się utopić. Bo zrobiłam to celowo, a tak przynajmniej pamiętam.
Remontowano łazienki na naszym piętrze. Już przed Wielkanocą popsuła się ciepła woda, a nie zdążyli naprawić tego naprawić przez święta, kiedy znaczna część pacjentów jedzie do domu (tylko ostatnie piętro nie jedzie, chyba już wam wyjaśniałam o co chodzi). Mieliśmy się więc myć w łazienkach na dole, w tych z wannami.
No i kiedy ja poszłam się kąpać coś mi odwaliło. Dostałam napadu histerii, ale kompletnie nie pamiętam dlaczego i o co mi chodziło. Na pewno wrzuciłam mój ręcznik do wody i kopnęłam mydelniczkę gdzieś daleko pod ścianę. Wariowałam.
W końcu doszło do tego, że włożyłam głowę do wody i trzymałam tak jakiś czas. Dopiero kiedy poczułam jak do mojego gardła wlewa się woda zrozumiałam co właśnie zrobiłam. To było dość nietypowe zachowanie jak na mnie, nigdy nie wykazywałam żadnych skłonności do autoagresji. Owszem, zdarzało mi się w amoku przewrócić lub coś sobie zrobić ale nigdy nie było to celowe. A tu ewidentnie było. W takich chwilach zaczynam się bać mojego umysłu. Czuję, że jestem nieobliczalna. Spróbowałam wziąć oddech, którego zaczynało mi brakować i zachłysnęłam się. To była ta chwila, w której wróciła normalna ja i zaczęłam panikować. Nie wiedziałam co mam robić. Wszystko działo się zbyt szybko. Da się utopić w wannie?
Na szczęście przyszli pielęgniarze i wyciągnęli mnie z wody. Nie byłam jakoś szczególnie zawstydzona moją nagością. Szczerze mówiąc nawet o tym nie pomyślałam. Wiłam się kaszląc, oczy mi łzawiły, a wszyscy w okół próbowali reanimować. Dali mi potem jakiś środek na uspokojenie. Pamiętam, że kiedy się obudziłam nadal byłam roztrzęsiona. Ręce mi drżały i myślałam, że umarłam. Próbowałam wyrwać włosy pielęgniarce, która mnie pilnowała. Brzmi dziwnie, ale naprawdę byłam w ogromnym szoku. Płakałam i czułam dziwne rzeczy. Lekarze zamknęli mnie na dwa dni w izolatce, uznając za nieobliczalną. Było dziwnie, nie wiedziałam nawet która jest godzina. Przebywanie w izolatce to nic fajnego, ale opowiem wam kiedy indziej.
To tyle z mojej historii. Mam nadzieję, że nie zanudziłam was na śmierć. Pozdrawiam tych co dotrwali do końca.
Tamara
Ps. Krystian przed chwilą powiedział, że... UWAGA... LUBI jeść twarożek. Musicie wiedzieć - to wielki postęp kiedy anorektyk mówi, że lubi coś jeść. Bardzo się cieszę, że zdrowieje, ale to chyba znaczy, że niedługo wyjdzie ze szpitala... Eh, nie chcę o tym teraz myśleć!
Pps. Po kolacji będziemy oglądać film! Robiliśmy głosowanie i wygrał najnowszy James Bond. Głosowałam na Gwiezdne Wojny, ale to też dobre. Na pewno lepsze niż Titanic! Julka też głosowała na star wars, Ala na tego Bonda, Olga nie wiedziała co wybrać... Krystian chciał jakąś "Grę w Różowe". Jak go znam to pewnie jakaś komedia romantyczna o gejach.
  • awatar Wariatka-Psychopatka :3: Poruszająca historia, ja też czasem mam zamiar się zabić, nigdy jednak nie odważyła bym się
  • awatar give me more love today.♥: Pełny emocji wpis!! Szokująca historia. A co do "Gry w różowe" to faktycznie jest to komedia o gejach, ale jest bardzo dobro.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
O jej! Przepraszamy, że tak dawno nie pisałyśmy. Po świętach Wielkanocnych, na zajęciach mieliśmy nawał pracy. Ja i Tamara dużo się uczyłyśmy. No, a w ostatnich dniach zapomniałyśmy żeby coś napisać. Jednak, dzięki temu mamy o czym pisać. Ostatnio Martwimy się z Tamarą, że Krystian wyjdzie ze szpitala. W sumie to już je po kilka gryzów kanapki. Co prawda nie chętnie, ale jednak. Cieszymy się, że Wychodzi ze swojej choroby ale to też jeden z moich najlepszych kumpli. Tamara tez go bardzo lubi. Jest super. Ale myślę, że nawet jak wyjdzie ze szpitala to utrzymamy kontakt.
Do pana Sebastiana Ostatnio bardzo często przychodzi jakaś kobieta. Ja i Tam. Uważamy, że to jego dziewczyna. Fanie było by urządzić Taki ślub w psychiatryku. Muszę lecieć, bo zaczyna się zaraz Niemiecki. (Tak, w sobotę też mamy lekcje, tylko krócej) Tka więc paa I jeszcze raz przepraszam, że tak długo nie pisałyśmy ///Wasza Julciaa
  • awatar Wariatka-Psychopatka :3: Hej dziewczyny :) Nie martwcie się o Krystiana! Jak wyjdzie to i tak na pewno będzie was odwiedzać....Miło że jesteście :>
  • awatar DestrukcyjnaMiłość: oo to jednak doczekałam się nowego wpisu :) bardzo się ciesze z tego powodu i czekam na nowe wpisy :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Przepraszam, że długo nie pisałyśmy... W szpitalu trwają przygotowania do świąt. Trzeba podpisywać przepustki, odbierać recepty~ Jestem bardzo podekscytowana zbliżającą się Wielkanocą. Nie wiecie nawet jak bardzo tęskniłam za domem i młodszym rodzeństwem. Nie wiem czy w święta pojawią się posty, postaram się coś napisać, ale nic nie jest pewne. Przecież będę się chciała nacieszyć rodziną, nie będę miała czasu na komputer. Dobrze. Tyle chciałam wam powiedzieć. Au revoir!! I wesołych świąt wszystkim
Tamara
 

 
Przyjaźń to coś, czego brakowało mi od momentu, gdy skończyłam czternaście lat. Wtedy moja choroba się ujawniła. Miałam dwójkę przyjaciół, którzy mnie nie opuścili, ale nasze kontakty utrzymywały się tylko do krótkich rozmów telefonicznych. Na szczęście, kiedy przeniesiono mnie do tego szpitala w łazience spotkałam Julkę. I wszystko zmieniło się na lepsze. Później zaprzyjaźniłyśmy się z Krystianem i panem Sebastianem, niedawno z Alą i Olgą. Myśl, że mogłabym nie przyjść do szpitala i ich nie poznać przyprawia mnie o kolejne napady lękowe. Mój psychiatra tłumaczy mi, że nie powinnam się bać o coś, co już się nie może zdarzyć, ale.. sama nie wiem. Po prostu nie potrafię racjonalnie myśleć w tej kwestii. Miewam też idiotyczne wyrzuty sumienia spowodowane tym, że nie chcę tu (w sensie w klinice) być, ale gdyby nie to miejsce nie poznałabym takich wspaniałych osób. Brzmi idiotycznie, ale takie myśli naprawdę kłębią się w moim mózgu. A później zamartwiam się i muszę brać więcej leków. Jeśli to czytacie wiedzcie, że jesteście pierwszymi osobami innymi niż mój lekarz i Julka, którym powiedziałam o tych moich przemyśleniach. Oczywiście to nie jedyne rzeczy, którymi się martwię. Bardzo często zdarza mi się, że mój mózg uroi sobie jakąś rzecz (np. że mój młodszy brat wpadł pod samochód) i potrafię cały dzień przepłakać, bo sądzę, że to prawda. To naprawdę dziwne uczucie. Mieliście czasami tak, że śniło wam się coś i rano nie wiecie, czy to sen czy prawda? Ja tak mam bardzo często. Gdyby nie leki już dawno skoczyła bym z dachu przez te moje natrętne myśli. Do tego dochodzą jeszcze halucynacje.. Halucynacje miewam rzadko. Ale kiedy już je miewam są straszne. Po prostu nie potraficie sobie tego wyobrazić. To jakby sen na jawie. Zawsze jestem wtedy potwornie skołowana. Nie mam pojęcia co robię. Julka mówi, że kiedyś siedziałam na komodzie, a kiedy zapytała mnie o co chodzi spokojnie oznajmiłam jej, że Kasia upuściła słoik ze skorkami i chodzą po podłodze. Nie pamiętam tej scenki, ale to pewnie przez leki. Olgę strasznie ta historia śmieszy i mimo, że śmiejąc się mnie uraża wybaczam jej to, bo ona przecież nie wie jak się zachować. Jest jak małe dziecko. Podczas ostatniej mojej halucynacji widziałam ogień. Wszędzie. Szpital płonął. Pisałam już o tym. To była przerażająca wizja. Na szczęście dostałam lek i wszystko wróciło do normy. Wypisałam tu chyba wszystkie moje omamy. Mam nadzieję, że teraz wiecie więcej o mnie i mojej przypadłości.
Tamara
  • awatar Wariatka-Psychopatka :3: Hej Tamara :) Świetny, naprawdę świetny wpis :) Bardzo mi się podoba wasz blog. Twój i Julki. Muszę przyznać że czasami, też mam tak realne sny, że myślę że to prawda a nie sen :P Pozdrawiam :) Adusia
  • awatar Yithis: cóż, szczerze nie wiem co napisać...serio...w sumie to podziwiam Cię, za to, że w tak beznadziejnej sytuacji potrafisz znaleźć szczęście, pozdrawiam, życzę miłej nocy i dziękuję za uwagę.
  • awatar The Gazette ✝: Nie wiedziałam, że to tak wygląda schizofrenia O_O Świetny blog !!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Jak wiecie, mam schizofrenię niezróżnicowaną, co znaczy, że mogę mieć objawy z różnych rodzai tej choroby. Najczęściej słyszę głosy w głowie.Są ich dziesiątki. Moja terapeutka kazała mi je nazywać. Głosy mówią różne rzeczy. Czasami to nawet idiotyczne. Jednak dwa głosy, które słyszę najczęściej to Sara i Edgar (Dlaczego tak je nazwałam, wytłumaczę później) Sara jest bardzo fajna. Czasami z nią rozmawiam. Często mówi mi miłe rzeczy na przykład, że jest pięknie i wgl. Takie tam. Jednak są też te okropne głosy jak Edgar. Najczęściej mówi do mnie gdy jestem sama, a w okół mnie jest grobowa cisza. Na początku mówi normalnym głosem, ale z chwili na chwilę staje się on coraz głośniejszy. W końcu zaczyna krzyczeć. Nienawidzę go. Kiedy mówi do mnie zaczynam przeraźliwie krzyczeć. Za zwyczaj zaraz ktoś po mnie przychodzi i daje mi leki. Często kiedy mówi do mnie, to rzeczy w stylu "Twoi rodzice cię nie kochają i oddali cię tu, bo jesteś im nie potrzebna" albo karze mi się zabić. Na szczęście jestem w tym szpitalu. Nazwałam go tak, bo kiedy jeszcze chodziłam do szkoły, w mojej klasie był chłopak o takim imieniu. Nikt go nie lubił, bo zawsze był zły, nie przyjemni, wredny. Haha Jak Kasia. Może to jakaś rodzina. Sara to przypadkowe imię, więc nie ma co opowiadać. To by było na tyle w tym poście /Jula ;3
 

 
Obudziłam się rano i pierwszy raz od kilku dni spojrzałam na kalendarz. Zorientowałam się, że zostało już tylko sześć dni do Świąt Wielkanocnych. Dostanę tygodniową przepustkę do domu, co bardzo mnie cieszy. Stęskniłam się za moją młodszą siostrą Zuzią i bratem Wiktorem. Za rodzicami trochę też, ale cały czas mam wrażenie, że oddali mnie do szpitala, bo byłam dla nich ciężarem. Staram się o tym nie myśleć. W każdym razie będąc w domu będę mogła odwiedzić znajomych z dawnych czasów. Czasami do nich dzwonię, ale to nie to samo. Poza tym na rozmowy mam ograniczony czas, bo matki-alkoholiczki zawsze wiszą na telefonie. Niby to zrozumiałe, że chcą wiedzieć co u ich dzieci, ale jak dla mnie to jeśli im na tych dzieciach zależało to nie powinny były w ogóle pić. Na śniadanie była dziś zupa mleczna. Nie znoszę zupy mlecznej, więc oddałam moją porcje Oldze. Potem cały dzień byłam głodna. Nie pamiętam czy wspomniałam, ale Olga jest psychotyczką (tzn. ma dziwne urojenia i czasami zachowuje się trochę infantylnie, niestosownie do miejsca. Nie przepada też za ludźmi, ale jeśli już cię polubi nie możesz się od niej opędzić. Podejrzewam, że nie pamięta imienia swojej matki, aczkolwiek to tylko przypuszczenia). Wyszliśmy dzisiaj na dwór, ale spadł deszcz i musieliśmy wracać. Ogólnie dzisiaj brzydka pogoda. Potem był obiad. Ogórkowa, a na drugie pulpety i kasza gryczana - ja jadłam wszyściutko, bo byłam naprawdę głodna. Potem wzięłam leki i poszłam na terapię. Było tak jak zwykle. Krótka rozmowa typu "jak się masz", a potem wypytywanie mnie o moje myśli i lęki. Potem się wyłączyłam. Widok na lasek z okna w gabinecie znam już na pamięć, mimo to lubię sobie przez nie wyglądać. Kiedy wróciłam poszłam pooglądać telewizje, ale później zaczął się francuski i musiałam przestać. Il etait bon. J'aime francais. Tak jak mówiłam kiedyś: często robią nam dodatkowe zajęcia, żebyśmy się nie zanudzili na śmierć i nie popadli w depresje. Teraz siedzimy sobie z w świetlicy, jak skończę pisać posta to pójdziemy z Julką i Alą do Krystiana. O Ali chyba już wspomniałyśmy.. jest najmłodszą osobą w szpitalu.
I dodatek specjalny! Przepisuję dla was regulamin kliniki. Myślę, że to wiele wyjaśni..
1.Cisza nocna zaczyna się o godzinie 22.00; pacjent nie może posiadać kluczy do pokoju, drzwi powinny pozostać otwarte na wypadek niebezpieczeństwa.
2. Spacery po ciszy nocnej są zabronione.
3. Nieupoważnieni nie mają prawa wchodzić do kuchni.
4. Pacjenci mają obowiązek uczęszczać na wszystkie zajęcia na polecenie lekarza.
5. Godziny i dni odwiedzin: 11.00 – 15.00 od poniedziałku do czwartku.
6. Pacjent może opuścić placówkę tylko po uzyskaniu przepustki w towarzystwie opiekuna/osoby podpisującej zobowiązanie.
7. Spacery po parku są możliwe jedynie w towarzystwie personelu lub w czasie odwiedzin.
8. Lekarz ma prawo umieścić pacjenta w pomieszczeniu odizolowanym.
9. Wszelkiego rodzaju używki są surowo zakazane.
10. Pacjent ma prawo trzy razy dziennie kontaktować się z rodziną za pomocą telefonu na korytarzu.
11. Pacjent nie ma dostępu do telefonu komórkowego i zablokowanych stron internetowych; wszelkie próby ominięcia blokady będą karane
12. Uprasza się o punktualne przychodzenie na posiłki
13. Wszelkie uwagi zgłaszać personelowi
Tamara
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Wczoraj w nocy miałam halucynacje. Nawet nie potrafię wam opisać jaki strach czułam. Niby wiedziałam, że to tylko mój umysł mnie oszukuje, ale po prostu nie potrafiłam mu nie wierzyć, jakkolwiek irracjonalnie to brzmi. Zaczęłam krzyczeć i przyszli po mnie pielęgniarze (zwani przez pana Sebastiana esesmanami). Wydawało mi się jakby szpital płonął. I to było cholernie realistyczne. Rzadko miewam omamy, zwykle tylko jakieś ataki lękowe. Zaczynam wtedy bać się wychodzić z pokoju. Miewałam też potworne wyrzuty sumienia(bez żadnego powodu), ale halucynacje są dla mnie najgorszym koszmarem. Nie bardzo pamiętam, ale lekarze podali mi chyba jakiś lek i byłam po nim bardzo otumaniona. Nawet nie wiem kiedy zasnęłam i co mi się nie śniło. Kiedy rano się obudziłam wszystko było już dobrze, chociaż czułam ten kujący ból w skroniach (ale to normalne). Było już po śniadaniu, więc dostałam tylko resztki kanapek z pasztetem. Bez pomidorów. Potem pozwolili mi iść na zajęcia z plastyki, na których mieliśmy przenieść na papier nasze lęki. Nie bardzo wiedziałam co robić, a że artysta ze mnie żaden to wyszło jak wyszło. Namalowałam płomienie i kilka zamazanych postaci. Całość prezentuje się jak twór przedszkolaka. Amerykańskie filmy kłamią, schizofrenicy wcale ładnie nie malują. Znaczy na pewno nie ja. Julka narysowała Edgara (tak nazwała jeden z głosów) czerwonym pastelem. Później był obiad. Kurczak z ryżem. Wzięłam dokładkę, bo ledwo zjadłam śniadanie. Mój kolega, Krystian (anorektyk) zjadł całą porcje i wszyscy byli z niego naprawdę dumni. Zasługiwał. Potem powiedział, że było mu tak niedobrze, że ledwo przełknął mięso. Pokiwałam głową z udawanym zrozumieniem, ale tak naprawdę kompletnie nie potrafię zrozumieć anorektyków, czy bulimików. Ja bardzo lubię jeść. Kiedyś nawet zjadłam papierek po babeczce, taka była dobra. Czytając poprzednie zdanie, które właśnie napisałam zaczynam się zastanawiać co mi do cholery strzeliło wtedy do głowy. Ważę pięćdziesiąt kilo, czyli prawie dwa razy więcej niż Krystian. Mogłabym go przypadkiem zgnieść. Po jedzeniu musiałam iść do lekarza. Wyjaśnił mi, że zdarzenia z minionej nocy są spowodowane tym, że zmniejszył dawkę leku, który mi podają. Powiedział też, że nie powinnam się martwić i że wszystko jest w porządku. Potem analizował mój obrazek. Nie bardzo słuchałam, bo gapiłam się na słoniki szczęścia na komodzie. Jeden kojarzy mi się z tłustą sprzątaczką, która pracuje u nas w klinice. Kiedyś strasznie mnie okrzyczała, bo położyłam drożdżówkę ze śniadania pod łóżkiem, a ta spleśniała. Jestem trochę roztrzepana. Później wróciłam na świetlicę i siedziałyśmy tam do wieczora. Grałyśmy z Olgą i Kasią w twistera. Teraz będę szła się kąpać i spać. Dobranoc wszystkim!!!
Tamara
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Opowiem wam dziś o moich znajomych ze szpitala. Więc, w moim pokoju jestem tylko ja i Tamara. Obok mieszka Kasia. Ma schizofrenie, ale z charakteru jest nie miła. Cały czas się wymądrza i uważa, że jest najlepsza, najpiękniejsza i każdy musi ją wielbić. Jest też chłopak o imieniu Krystian, bardzo miły i przyjazny. To nasz dobry kumpel. Niestety jest odrzucany przez jego orientację (jest gejem), powód przez który jest w szpitalu to anoreksja. Anorektycy też są w szpitalach. To poważne zaburzenie psychiczne. Jest tu też kilka innych anorektyczek. Jednak Krystian to jedyny taki chłopak. Mimo, że jest bardzo chudziutki (choć ostatnio już jest całkiem ok), to jest nawet ładny. Typowy 17-latek. Ciemne włosy, zgrabny nos. Jest tu też jedna anorektyczka, którą wyjątkowo lubię. Ma na imię Ala. Ma 14 lat i jest bardzo sympatyczna. Przyjaźni się z każdym z wyjątkiem Kaśki.Ostatnio przyjechała do nas bardzo miła dziewczyna o imieniu Olga też ją bardzo lubię. W naszej klinice jest bardzo dużo dorosłych osób. Jednak na naszym piętrze jest sporo nastolatków. Jedynym dorosłym, z którym ja i Tamara zaprzyjaźniłyśmy się jest pan Sebastian. Ma około 50 lat(Jednak dokładnie nie wiem), ale wszyscy go bardzo lubią. Jest wesoły i zawsze uśmiechnięty. W sumie nie wiem na co jest chory. Oczywiście pisząc to pominęłam kilka nastolatek i nastolatków. Sama nie znam nie których, więc nie chcę się wypowiadać na ich temat. Ja i Tamara praktycznie mamy tych samych przyjaciół (Oczywiście w psychiatryku).
W następnym poście opowiem wam o moich głosach, które słyszę. /Jula :3
 

 
Codzienność w szpitalu psychiatrycznym (na tym blogu próbuję nazywać rzeczy po imieniu, jednak szczerze mówiąc wolę nazywać go zwykłym szpitalem)wcale nie jest taka zakręcona jak wszyscy myślą. Owszem, zdarzają się całkiem szalone sytuacje, ale ogólnie rzecz biorąc wszystko jest dosyć monotonne i zaplanowane.
Nie budzą nas czy coś, ale żeby zjeść śniadanie musisz stawić się na stołówce o dziewiątej, jeśli tego nie zrobisz dostaniesz obrzydliwe resztki (pielęgniarki przyniosą je na tacy pokoju). Obiad musi zjeść każdy. Z podwieczorkiem i kolacją jest tak samo jak ze śniadaniem (nie musisz przychodzić, ale resztki dostaniesz). Z tego co wiem to tylko anorektyczki muszą obowiązkowo przychodzić na wszystkie posiłki.
Terapię ma każdy codziennie, ale w różnych godzinach. Ja na przykład mam po obiedzie. Jeśli chodzi o resztę czasu to najmniej cztery godziny dziennie poświęcamy na różne zajęcia, np. malowanie, badmintona czy naukę francuskiego. Dyrektor robi wszystko byśmy mieli dużo zajęć w ciągu dnia. Chodzi chyba o to żebyśmy zajmowali się czymś i nie popadali w depresje lub tego typu rzeczy. Przez resztę dnia możemy robić wszystko (no wszystko na co pozwala regulamin) np. wychodzić na dwór, odwiedzać znajomych albo przesiadywać w świetlicy. Przez cały dzień jesteśmy oczywiście pilnowani/monitorowani. O dziesiątej zaczyna się cisza nocna.
W pierwszych postach chciałybyśmy wam pokazać życie w psychiatryku, w następnych skupimy się pewnie na naszych osobistych problemach. Postaramy się też umieszczać tu opisy naszych dni itp.
Tamara
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Prywatne szpitale są bardzo ładne. W przeciwieństwie do Julki mam porównanie, bo byłam w publicznym i z ręką na sercu mogę stwierdzić, że ten jest naprawdę komfortowy. Zacznijmy może od wyglądu zewnętrznego. No więc nasz psychiatryk (chociaż wolę go nazywać po prostu szpitalem) jest beżowo-brązowy. Nie jest wcale taki duży, jak te w amerykańskich filmach..przypomina bardziej kamienicę, ale to tylko moje zdanie. Otoczony jest (jak pewnie większość) skromnym laskiem, całkiem zadbanym. Właściwie mógł by uchodzić za normalny dom, gdyby nie białe kraty w oknach. Wchodzi się do niego przez szerokie drewniane drzwi (szklane mogli by zbić pacjenci). Pierwszym pokojem, który widzimy po wejściu do środka jest recepcja. Jest mała i pomalowana na ciepło żółty kolor. Przesiaduje tam sympatyczna recepcjonistka. Wszystko wygląda bardzo przyjaźnie. Z recepcji przechodzi się na niewielki korytarzyk, połączony z klatką schodową. Na korytarzu tym znajdują się drzwi do różnych gabinetów, ale ja byłam tylko w dwóch. Dyrektora i mojego lekarza. Gabinet dyrektora jest duży, znacznie większy od gabinetu mojego psychiatry. Na samym środku stoi biurko, a przed nim dwa duże, beżowe fotele. Ściany w pomieszczeniu są w odcieniach błękitu oraz bieli. Przyjemne miejsce dla osoby pracującej przy biurku a także dla pacjenta. Sądzę, że taki był zamysł.
stoją tam też dwa ogromne regały zrobione z jasnego drewna. Z okna w tym gabinecie widać to samo co z okna u mojego terapeuty. Lasek. Gabinet mojego lekarza jest dużo mniejszy (jak już wspomniałam)i pomalowany na piaskowożółty kolor. Stoi tam stolik, mały (ale wysoki) regał na różne książki i komoda. Przy stoliku stoją obite sztuczną skórą fotele. Są bardzo śliskie i w upalne dni kleją się do ciała. To niezbyt przyjemne. Na komodzie stoją różne bibeloty, głównie słoniki szczęścia z uniesionymi trąbami. Klatka schodowa (ta z którą łączy się korytarzyk) prowadzi do pięter pacjentów, czyli naszych pięter. Pokoje na drugim i trzecim piętrze są bardzo podobne (dwu i trzyosobowe), na poddaszu znajdują się izolatki. My mieszkamy na trzecim wraz z czwórką innych schizofreników, grupą paranoików i kilkoma osobami chorymi na różnorakie nerwice. O i jest też jeden chłopak z zespołem Aspergera. Pod nami mieszkają głównie anorektyczki (i jeden anorektyk), alkoholicy, narkomani i ludzie z depresją. Nie m am pojęcia ile dokładnie osób mieszka na ostatnim piętrze i na co są chorzy. Są tam tylko ci wyjątkowo niebezpieczni. Nasz pokój ma kakaowe ściany. Stoją w nim dwa, drewniane łóżka z szufladami i duża komoda. Nad nią jest okno. Na podłodze mamy beżowy dywanik. W szufladach i komodzie trzymamy swoje rzeczy (ubrania i książki). Na każdym piętrze znajduje się łazienka z prysznicami i toaletami. Na drugim piętrze mieści się też stołówka i świetlica z komputerami i telewizorem (to z niej do was piszemy). W ciepłe dni wychodzimy do lasku. Mam nadzieję, że przybliżyłam wam wygląd szpitala.
Tamara.
 

 
Cześć. Dziś zajmę się tematem, który jest bardzo ciekawy, śmieszny i trochę chory. Mam na myśli przyjaźń, moją i Tamary. Poznałyśmy się całkiem niedawno.
Zaczęło się tak, że któregoś dnia po południu poszłam do toalety. Dobrze to zapamiętałam, bo po drodze Ania z pokoju 24 rozlała sok na podłogę, ja byłam w samych skarpetkach i oczywiście ja jak, to ja wdepnęłam w ten sok i całe moje stopy się lepiły. Jednak poszłam w takich brudnych skarpetkach do toalety i tam zauważyłam dziewczynę mojego wzrostu, próbującą coś zrobić. Nie do końca wiedziałam co, bo robiła to, talerzem. Więc spytałam. Okazało się, że próbowała uciec z ośrodka za pomocą talerza. Na początku pomyślałam, że żartuje ale ona mówiła serio. Skorzystałam z toalety a ona wciąż próbowała otworzyć okno. Po chwili postanowiłam jej pomóc (Co mi przyszło do głowy, to nadal nie wiem). W między czasie zaczęłyśmy rozmawiać.Okazało się, że ma na imię Tamara i też ma schizofrenię. Świetnie się z nią bawiłam. W toalecie spędziłyśmy z godzinę, ale w końcu ktoś zauważył, że nas nie ma. Jedna z opiekunek zastała nas tam śmiejące się po uszy. Za parę tygodni okazało się, że przeniesiono Tamarę do mojego pokoju. Obydwie byłyśmy szczęśliwe. I tak teraz tu sobie mieszkamy. Tami to świetna przyjaciółka. Każdemu takiej życzę. ///Jula ;3
 

 
To nie jest tak, że schizofrenika możemy możemy podporządkować jakimś zachowaniom. Że możemy włożyć go w jakiś schemat Każdy zachowuje się inaczej, bo każdy przeżywa chorobę na swój własny sposób. Niektórzy moi znajomi mówią, że jesteśmy jeszcze bardziej różnorodni niż zdrowi ludzie, ale mnie wcale nie cieszy różnorodność. Prawdą jest mamy różne zachowania, słowa, lęki. Schizofrenik może mówić, przestać i nie dokończyć, bo ma w głowie pustkę. Sam nie poznaje swoich myśli.
Nazywam się Tamara i mam 15 lat. Nazwiska nie podam ze względu na bezpieczeństwo. Cierpię na schizofrenię paranoidalną, pewnie już o niej słyszeliście. W przeciwieństwie do większości osób mieszkających w klinice jako dziecko byłam zupełnie normalna. Wszystko zaczęło się pewnej nocy, kiedy byłam w drugiej gimnazjum. Pamiętam jakby to było wczoraj. Leżałam w łóżku, czułam dziwny niepokój. Otworzyłam oczy i zobaczyłam, że przy moim łóżku stoi dziwna postać, jak z horroru. Pewnie dziwnie to brzmi, ale właśnie tak mi się wydawało. Zaczęłam wrzeszczeć i wołać o pomoc, w którymś momencie chwyciłam za lampkę nocną i rzuciłam nią w urojoną istotę. Oczywiście ta roztrzaskała się o podłogę. Przybiegli moi rodzice, ja nadal krzyczałam. Mój tata próbował mnie uspokoić, a moja mama zadzwoniła po karetkę. Nie potrafię dokładnie wytłumaczyć co wtedy czułam, mój mózg był jakby omamiony. Później przyjechali ratownicy i wstrzyknęli mi coś na uspokojenie. Zasnęłam. Kiedy obudziłam się rano potwornie mnie wszystko bolało, czułam jakby szpilki wbijały się w moje mięśnie, podobno każdy tak ma.
Później pojechałam do szpitala na dwa miesiące. Pierwszy miesiąc był chyba najgorszym w moim życiu. Pamiętam pierwszy dzień tam.
Padał deszcz. Pogoda chyba dopasowuje się do zdarzeń i sytuacji. Był to wrzesień. W ogóle nie pozwalano wychodzić mi z pokoju, tylko dostawałam jedzenie. Halucynacje powtarzały się i nie zachowałam trzeźwości umysłu. Ba, przez pierwszy tydzień pielęgniarki musiały we mnie siłą wpychać jedzenie. Później dostałam kroplówkę. Zerwałam ją któregoś ranka, nie pamiętam co wtedy widziałam. Wiem na pewno, że wtedy napis "schizofrenia wieku młodzieńczego" na mojej karcie zmienił nazwę na "schizofrenia paranoidalna". Byłam najmłodszym schizofrenikiem w całym szpitalu. Niezwykle rzadko zdarza się żeby nastolatki do siedemnastego roku życia zapadały na takie choroby. W październiku zaczęli mnie wypuszczać z mojej izolatki. Chodziłam na świetlicę i do ogrodu (jeśli było ciepło). Wróciłam do domu w grudniu, moja babcia cieszyła się, że wyzdrowiałam na święta. Nie wyzdrowiałam. Równo tydzień przed świętami wyszłam z domu (bez zgody rodziców) i postanowiłam pójść do parku. Było wtedy niezwykle zimno, padał śnieg i wiał mocny wiatr. Przechodził jakiś orkan Ksawery, czy coś takiego. Pewnie o nim słyszeliście. Wtedy dostałam ataku. Nie pamiętam za wiele, mój mózg nie funkcjonował wtedy normalnie. Jedyne co wiem na pewno to, że poszłam potem do mieszkania mojego przyjaciela Adama i zaczęłam mu coś opowiadać o jakichś owadach. Potem zabrali mnie moi rodzice. Dostałam przepisane tabletki, które tylko mnie uśpiły. Nie pojechałam do babci na święta. 3 stycznia zawieziono mnie do prywatnej kliniki do Poznania. Myślę, że rodzice nie chcieli się ze mną po prostu użerać. Jestem w niej do dzisiaj. Pierwsze kilka dni zachowywałam się jak prawdziwa psychopatka z horroru. Przewracałam meble w moim pokoju, i w czasie ostrych halucynacji próbowałam uciec przez okno w łazience. Chyba próbowałam je otworzyć talerzem. Wtedy w łazience poznałam Julię. Myślę, że się zaprzyjaźniłyśmy. Pod koniec lutego zmieniłam pokój i pozwolono mi wychodzić. Jest tu znacznie lepiej niż w moim poprzednim ośrodku. Wszystko jest tu nowe, są telewizory i komputery w świetlicy. Jedzenia nie przynoszą do pokoi, musisz je zjeść na stołówce z innymi. Tak łatwiej jest kontrolować anorektyczki i bulimiczki. Próbowałam uciec jeszcze tylko raz.
Mam nadzieję, że blog będzie się komuś podobał. To moja historia, ale pamiętajcie: każdy jest indywidualnym przypadkiem
 

 
Hej jestem Jula Mam 16 lat. Jestem w tym szpitalu już ponad rok. Trafiłam tu, gdyż stałam się niebezpieczna dla otoczenia. Moja matka stwierdziła, że lepiej mi będzie w klinice prywatnej. Jak zaczęła się moja historia? Już od małego byłam inna niż inne dzieci.Zawsze wolałam spędzać czas samotnie niż z rówieśnikami. Początkowo moi rodzice myśleli, że po prostu jestem nieśmiała, jednak kiedy w wieku 7 lat zaczęłam słyszeć głosy w mojej głowie, zostałam poddana terapii. Przez kilka lat było dobrze lecz kiedy poszłam do pierwszej gimnazjum objawy wróciły. Zaczęła słyszeć Sarę. Tak a nazwałam pierwszy głos który w ów czas usłyszałam. Lekarka powadziła mi, aby nadawać im imiona. Tak lepiej będzie mi je rozumieć. Tak więc Moje głosy są różne. Niektóre nie mówią nic złego, inne wręcz przeciwnie najgorszy nazwałam Edgarem, często nie mogę przez niego spać. Często mówi mi, że jestem beznadziejna, że moi rodzice chcą mnie zabić lub w ogóle nie są moimi rodzicami. Z moją choroba jest różnie, raz jestem normalna i śmieję się a raz leże na łóżku i wrzeszczę. Ostatnio dosyć mi się polepszyło ale nie można powiedzieć, że choroba jest w stanie uśpienia, bo mój organizm uodpornił się na podawane w dzieciństwie leki. Moje leczenie jest więc dosyć trudne. Wracając do mojego przyjazdu do szpitala, przyjechałam tu w grudniu 2012 roku i jestem do dziś. Dostaje przepustki na święta i ważne wydarzenia rodzinne, ale i tak większość czasu spędzam za murami. Tamarę poznałam w styczniu tego roku. Było to dosyć nietypowe spotkanie, bo poznałam ją kiedy próbowała podważyć okno w łazience talerzem. Zaprzyjaźniłyśmy się tam, a kiedy uznano, że Tamara jest już w miarę sprawna psychicznie pozwolono nam mieszkać razem w pokoju. Od tej chwili będziemy tu zapisywać wszystkie nasze wspólne przeżycia.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›